Kredyty ryzykowne dla… banków?

Czyje interesy chronią banki? Pytanie nie jest podchwytliwe, a odpowiedź jest prosta: swoje. Czy kogokolwiek może to dziwić w dzisiejszym świecie, gdy każdy dba o swój interes, gdy inni dla sporej grupy osób są tylko narzędziem służącym do osiągania określonych celów?

Od jakiegoś czasu obserwujemy na rynku ograniczenie akcji kredytowej – głównie dotknęło ono kredytów hipotecznych denominowanych w walucie obcej (choć nie tylko). Przyczyn takiej sytuacji można upatrywać w ograniczeniu zaufania banków wobec innych banków i instytucji finansowych – nikt nie chce pożyczać pieniędzy na rynku międzybankowym, a jeśli już, to z drakońskimi marżami. Zresztą – klienci też otrzymują takie propozycje marż, że lepiej się schować…

Warto tu przypomnieć, że marża powinna zawierać w sobie wynagrodzenie za ryzyko. Słowo ryzyko zostało specjalnie wyróżnione. Ale czyje ryzyko i jakie ryzyko?

Odpowiedź na to pytanie poznamy, gdy porównamy marże hipotecznych kredytów walutowych udzielanych klientom. Dlaczego tylko marże? Ponieważ pozostały składnik oprocentowania – koszt pozyskania pieniądza, jest reprezentowany przez odpowiednie stawki – np. WIBOR, LIBOR, EURIBOR… Według raportu Expandera średnie marże dla kredytów w walucie obcej wyglądały w kwietniu 2009 następująco: EUR – 3,07%, USD – 3,64%, CHF – 4,13%. Zaraz… Jeśli marża zawiera wynagrodzenie za ryzyko banku, to takie różnice w marżach mogą oznaczać między innymi, że banki różnie oceniają ryzyko związane z walutami. Dokładniej – z możliwym umocnieniem bądź osłabieniem każdej z tych walut. Uwaga, bardzo ważne: swoje ryzyko. Z powyższych marż może wynikać, że w najbliższym czasie banki nie spodziewają się np. dużego osłabienia euro (ani braku źródeł finansowania w tej walucie), natomiast spodziewają się deprecjacji dolara amerykańskiego i franka szwajcarskiego oraz problemów z pozyskaniem tych walut.

Na pewno w ryzyko wliczona jest możliwość utraty pracy przez kredytobiorcę i kilka innych czynników. Ale ile razy można było w ciągu ostatnich miesięcy przeczytać, że ktoś stracił pracę, a przez to dom? Zero? Mało, jak na szalejący “kryzys” i “recesję”… Dlatego to ryzyko zostało pominięte w naszych rozważaniach.

Wnioski przedstawione wyżej pokrywają się z komunikatami płynącymi z USA i Szwajcarii – jeszcze miesiąc temu rządy i banki centralne tych krajów informowały odpowiednio o bronieniu wartości waluty przed spadkiami (USA, pytanie czy uda im się to skutecznie zrobić) oraz osłabianiu waluty (Szwajcaria, w trosce o rodzime firmy).

Swój kamyczek dorzuca tu historia kredytów walutowych w Polsce. Gdy frank szwajcarski, dolar i euro były bardzo tanie – banki nie spodziewały się ich dalszych spadków (wręcz przeciwnie) i bardzo chętnie udzielały kredytów hipotecznych z bardzo niskimi marżami – praktycznie cała marża była przychodem banku, a nie wynagrodzeniem za ryzyko. Jak sprawdzić, czy to prawda? Wystarczy poczekać do czasu, gdy kursy walut obcych wrócą do poziomów sprzed roku-dwóch i obserwować marże.

Komisja Nadzoru Finansowego wydaje co jakiś czas rekomendacje. Swego czasu nawoływała, w trosce o klientów, o nieudzielanie kredytów walutowych, o badanie zdolności na kwoty wyższe o 20%, itd. Działo się to w czasach tuż przed kryzysem, jednak czy dało się zauważyć jakieś reakcje banków w owym czasie, poza innym wyliczaniem zdolności? I tak banki obeszły wskazania KNF np. wydłużając okres kredytowania, co pozostawiało zdolność klientów na praktycznie niezmienionym poziomie. Dopiero nadejście ciężkich czasów sprawiło, że w komunikatach prasowych banków zaczęły pojawiać się zapisy “zgodnie z rekomendacją…”, “w trosce o wypłacalność klientów…” i kredyty walutowe znikały z ofert kolejnych instytucji… Szanowni klienci banków: rekomendacje (i inne działania) KNF nie mają na celu ochrony klientów, tylko ochronę rynku finansowego. Dopóki banki będą chciały zarabiać – znajdą sposoby na ominięcie zaleceń KNF, ale jak ich ryzyko będzie zbyt duże – chętnie się do nich zastosują. Kropka.

Więc czyje  interesy chronią wysokie marże i wycofywanie kredytów walutowych z oferty?

Odpowiedź jest prosta: banków.

Czytając powyższy tekst proszę mieć świadomość, że posłużono się w nim wieloma uproszczeniami, by nie tylko ekonomiści mogli go zrozumieć.

Warto przeczytać: