Gdyby kózka nie biegała…

W Internecie pojawiły się głosy, że tegoroczny maraton mbanku to – cytuję – “jakaś porażka była”. Co ciekawe – nawet na stronie mbanku nawiązano do zaistniałej sytuacji.  Niestety nie było mnie tam, relacje znam tylko z sieci, więc wypowiadać się o organizacji i problemach nie będę – wolę pozostać przy tematach znanych mi bezpośrednio.  Pozwolę sobie jednak zacytować serwis mbanku:

Drodzy Biegacze,
wyrażamy szczere ubolewanie z powodu problemów, z którymi mogli zetknąć się Uczestnicy niektórych biegów towarzyszących maratonowi. Mimo że dołożyliśmy wszelkich starań, aby impreza zarówno w kontekście [tu literówkę mieli, j] sportowym, jak i pozasportowym była jak najbardziej udana, wiemy, że tym wszystkim, którzy czują się jej przebiegiem rozczarowani, należy się od nas jako organizatorów jedno słowo – przepraszamy.

Źródło: http://www.mbank.pl/maraton/2009/

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – było, minęło, lecz przyznam szczerze, że nie spodziewałem się pewnego słowa z ust (klawiatur) mbanku – “przepraszamy”. Nie jest to pierwszy problem z mbankiem w ciągu pierwszych 5 miesięcy tego roku, ale pierwszy raz ktoś publicznie za coś przeprosił, bez dociekania czyja wina i prób wmówienia uczestnikom, że nie doczytali warunków i że to ich wina (co prawda coś takiego widziałem na jakimś forum, ale nie wiadomo, czy to nie jakaś prowokacja).

Czyli jednak jak się chce  – to się da. Tego słowa – “przepraszamy” zabrakło ze strony mbanku, gdy pojawił się problem z kredytami starego portfela. Tego słowa zabrakło, gdy nie udało się szybko pozyskać odpowiedniej liczby nagród w konkursie polecambank – zamiast tego było zdziwienie “o co wam chodzi, przecież wszystko jest w jak najlepszym porządku i zgodnie z regulaminem”. Po pierwsze – nie wszystko jest/było w porządku, a po drugie – regulamin albo został złamany, albo był nieprecyzyjny.

Wiem, wiem – nie wszystko da się przewidzieć i zapisać w regulaminie czy umowie, a to czego tam nie ma powinno być interpretowane na korzyść… No właśnie, czyją? Kogoś, kto ten regulamin/umowę ustalał, czy kogoś, kto biorąc udział w czymśtam się na ten regulamin/umowę zgadza? Niby mamy przepisy prawa w Polsce, które chronić mają konsumentów/klientów, ale przecież do konkursów się one nie odnoszą…  Odnoszą się natomiast do umów i stosunków przedsiębiorca-konsument. I trochę mnie martwi, że w naszym kraju doszło do sytuacji, w której dwie strony uważają, że mają rację, a jedną z nich jest potężna instytucja finansowa, drugą – potężna liczba klientów tej instytucji. Gdzieś w umowach albo w prawie zabrakło punktu, który jednoznacznie pozwoliłby określić, po czyjej stronie jest racja. Teraz tę kwestię będzie musiał rozstrzygnąć sąd. Szkoda.

Przyznam szczerze, że trochę mi brakuje bicza na banki i na… klientów. Ale o tym chyba już następnym razem.

J.