Na forach – dyskusje

Na forach internetowych już od jakiegoś czasu toczą się dyskusje na temat sytuacji klientów mbanku i multibanku z kredytami walutowymi tak zwanego “starego portfela”. Niektórym cała sytuacja się nie podoba:

W końcu wszyscy mają jednakowe żołądki. I puste łby! Jak można się zgodzić na kredyt, którego oprocentowanie zależy od decyzji prezesa! A może jutro będzie nowy prezes, który podniesie oprocentowanie dwukrotnie? A jak już się
zgodziliście drodzy JELENIE, to wypełniajcie WARUNKI UMOWY. Bo sami ją podpisaliście.

Nikt wam pistoletu do głowy nie przystawiał – można było:
a) nie brać kredytu
b) wziąć inny kredyt, może w złotych, może w innym banku, może trochę DROŻSZY
(od samego początku), może daliby go mniej…

Przypomina mi to kupowanie towaru z przeceny i marudzenie na jakość. A to zbieranie się do kupy trąci związkami zawodowymi górników…

Oto, co na powyższy post odpisał inny uczestnik dyskusji:

Jest mały szczegół:
w każdym kredycie walutowym wiele zalezy od zarządu. To on nawet nie pisząc w umowie ustla spread (róznicę pomiedzy kursem sprzedaży a kursem kupna waluty). Teraz we wszystkich bankach spraed pniesię
szybko w górę.
Czy to znaczy że 3/4 ludzi którzy zaciągneli kredyty (bo chyba tyle jest kredytów walutowych) to głupki ??
A może wierzyli że nie zyjemy w dzikim kraju gdzie klient jest bezbronny wobec instytucha molocha ??
Teraz jest chwila próby dka Komisju Nadzoru Finasowego i Urzędu Ochrony Konsumrntów i KOnkutencji. Zobaczymy jak ten egzamin zdadzą.

Dyskusja oczywiście się rozwinęła:

Chinique, dajesz ujście swoim żalom i kompleksom, a nie znasz tematu. Nie szkodzi mi wysoka cena franka, nie przeszkadzał mi rosnący LIBOR. Raty mógłbym płacić bez wysiłku 2 razy większe… tylko że chodzi o uczciwość i zasady – oprocentowanie miało zależeć od stóp refinansowych w Szwajcarii, jak one rosły
to zależało, a jak spadają, to nie. Tak trudno zrozumieć o co nam chodzi?

Oraz trochę dalej na tym samym forum, ale warte przeczytania mimo swej długości:

wreszcie 3 przemyslane posty na jeden halasliwy.

Kazdy kto kredyt bral, wie, ze bardzo trudno cokolwiek wynegocjowac poza pierwotna oferte. Zapisu o max. spreadzie nie mozna, zapisu o niemozliwosci wymowienia kredytu przez bank z 30 dniowym wyprzedeniem tez.

Co by zrobil cwaniaczek, ktory mialby dobrze zabezpieczony kredyt, zalozyl dobrze prosperujaca firme i obudzil sie z reka w nocniku, ze bank wypowiedzial mu kredyt i ma 30 dni na zaciagniecie nowego, a jego firma dobrze prosperuje od samego poczatku i fakt, ze przedtem mial dobra prace, ma 30 procentowy wklad, ale firma istnieje tylko 4-miesiace i nikt mu pieniedzy nie pozyczy?

Otorz stracil by wszystko czym zabezpieczony bylby kredyt.

mStop jest pierwsza w Polsce proba walki z wykorzystujacym niekorzystne zapisy umowy bankiem. Fakt, ze takie zapisy znalazly sie w tej umowie i a nie ma jej w wiekszosci popularnych umow, wcale nie swiadczy zle o podpisujacych je osobach.

Gdyby bank podniosl roznice miedzy LIBOR a oprocenotwaniem z jakiegos innego powodu, np.: “przeliczylismy sie”, to byloby uczciwe, a bank podnosi narzut bo “i tak nie dostaniecie rekompensujacej przeniesienie oferty, poza tym nie bedzie wam sie chcialo zbierac dokumentow”.

W podjerzewam, ze w kazdej standardowej umowie kredytowej, nie tylko w obcych walutach – jest zapis ktory pozwoli 90% kredytobiorcow wpedzic w powazne tarapaty – i jedyna alternatywa jest wdac majatek na prawnikow i walczyc latami o swoje.

Skasujemy sie na dobra wole banku – i co? mamy dopingowac banki wykazujace sie zla wola ?

Ja jestem ze swojego zadowolony, klientow mBanku dopinguje.

pozdrawiam
-Bardzo sie ciesze, ze temat nie znudzil sie prasie. Dziekuje autorce. Licze na szczesliwe zakonczenie!

(pisownia komentarzy oryginalna)
Źródło:  http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=90552354&a=90556232

Zobacz też