Gdyby tygrysy jadły irysy…

Gdyby tygrysy jadły irysy…

Gdyby tygrysy jadły irysy
to by na świecie nie było źle,
bo każdy tygrys
irysy by gryzł,
a mięsa wcale nie.

Tak pisała Wanda Chotomska w swoim wierszu dla dzieci. Gdyby… Gdyby banki nie zachowywały się tak, jak się zachowują, to czy byłyby nadal bankami…

Z różnych przyczyn siedzę ostatnio w prawie bankowym i taka refleksja mnie nachodzi: coś tu jest nie tak! W ustawie Prawo bankowe jakieś dziwne zapisy, które nie wiadomo skąd ani dlaczego się tam znalazły, ponadto dające możliwość interpretacji i ciągania się po sądach latami. Na przykład – słynny niedawno temat opcji walutowych. Niby takie nic – zakład banku z klientem, że waluta będzie tanieć czy drożeć, a każda z tych możliwości nie zależy od banku ani od klienta… Może być różnie, prawda? Los może sprzyjać albo bankowi, albo klientowi. Ważne słowo: los – losowość. Wiecie, że są też przepisy o grach losowych? Pewnie wiecie. A wiecie, że Prawo bankowe przewidziało w 2004 roku, że ktoś może uznać opcje (i in. terminowe instrumenty finansowe) za grę losową, na którą trzeba mieć pozwolenie MinFin i zawiera przepis, który stwierdza, iż to jednak nie jest gra losowa ani zakład wzajemny? Czy to normalne, żeby prawo bankowe zajmowało się takimi rzeczami… Przepis idzie tak:

art. 7a: Do terminowych operacji finansowych, o których mowa w art. 4 ust. 1 pkt 7 lit. h oraz w art. 5 ust. 2 pkt 4, będących przedmiotem umów zawartych przez bank lub instytucję finansową, nie stosuje się przepisów o grach losowych i zakładach wzajemnych oraz art. 413 k.c

Zacząłem szukać w Internecie publikacji na ten temat. I znalazłem np.

W artykule ?O podstawach wzruszania opcji walutowych? (?Rz? z 17 lutego) mec. Beata Komarnicka-Nowak twierdzi, iż transakcje opcyjne, w szczególności opcje walutowe, zawierane poza rynkiem regulowanym mogą zostać uznane za grę w rozumieniu art. 413 kodeksu cywilnego, co mogłoby skutkować tzw. niezaskarżalnością tych czynności, czyli niemożnością dochodzenia roszczeń z tych umów na drodze sądowej, w praktyce ? zamknięciem bankom drogi do wyegzekwowania ich należności od dłużników. Pogląd ten nie jest odosobniony, co więcej, można wskazać wiele argumentów za nim przemawiających. Za koncepcją taką w odniesieniu do opcji nierzeczywistych chyba jako pierwszy opowiedział się już ponad 12 lat temu L. Koziorowski (?Umowa opcji kupna lub sprzedaży jako gra i zakład?, ?Przegląd Prawa Handlowego? nr 5/1996), co nie oznacza, że był jedyny (m. in. J. T. Miller ?Opcje walutowe jako gra i zakład wzajemny?, ?Przegląd Prawa Handlowego? nr 7/ 1998; G. Wiaderek, ?Umowa opcyjna ? konstrukcja prawna?, ?Glosa? nr 3/1999). Dla uzupełnienia argumentacji za takim stanowiskiem pozostaje zatem jedynie odesłać do tych pozycji literatury.

Źródło: rp.pl

Powyższe źródło (rp.pl) podaje też odnośnik do cytowanego wcześniej art. 7a. i że w ten sposób wszelkie kwestie zostają rozwiązane – opcja to nie gra ani nie zakład wzajemny. Z kolei jednak artykuł 1 ustawy Prawo bankowe jasno mówi, że ustawa dotyczy działalności banków. Czyli bank nie potrzebuje zgody na zakłady wzajemne i może się zakładać z innym bankiem. Pytanie brzmi: czy ustawa Prawo bankowe dotyczy klientów (w tym przedsiębiorstw)? Może klient potrzebuje jednak zgody MinFin na taki zakład wzajemny, bo przecież cytowany artykuł nie daje prawa do zawierania zakładów wzajemnych klientom/przedsiębiorstwom! No chyba, że któreś przedsiębiorstwo ma licencję Ministerstwa na prowadzenie takiej działalności (macie???). Artykuł na rp.pl kończy się tak:

Na marginesie można jednak stwierdzić, iż przez samo ustanowienie art. 7a prawa bankowego ustawodawca poniekąd przyznał, iż poglądy poczytujące opcje za swoisty rodzaj gry lub zakładu nie były błędne ? i w tej mierze co do samej zasady należy się zgodzić z mec. Komarnicką-Nowak, co jednak, niestety, nie ratuje przedsiębiorców.

Ja tam bym próbował z tą interpretacją, że moja firma nie ma zgody na zakłady wzajemne :P Swoją drogą ciekawe, czy z dobrym prawnikiem dałoby się kredyty hipoteczne ze słynnymi “czynnikami rynku” (albo denominowane w walucie obcej) podciągnąć pod zakład wzajemny… Aż chyba pójdę na jakieś dodatkowe studia – prawnicze – bo zaczyna mnie to coraz bardziej wciągać ;)

A co w naszym światku? Cisza przed rozprawą w SOKiK (8 października, o ile pani Sędzia będzie w pełni zdrowia i sił, czego oczywiście z całego serca życzę), głosowanie klientów (głosować, głosować!) w sprawie rozmów z BRE, virale i grafiki pojawiające się w sieci (skąd wy bierzecie te pomysły???), do tego kwestia spreadów, artykuł Gadzinowskiego o dwójmyśleniu (nas albo ich). Do tego BRE schładza sobie wizerunek (fakt, mogli cieplejsze kolory dać…) o czym nie omieszkał napisać redaktor Samcik, naczelny detektyw finansowy Wyborczej. Wspomniany S. także zrobił sobie listę pięciu cudów kryzysu, na której wraz z nabitymi znaleźliśmy się na 5. miejscu. Łał!

No właśnie - spready. Widzę tu (i nie tylko ja) totalnie niezrozumienie sprawy przez pewne środowiska. Albo dobre udawanie. W jednej z rozmów ekonomista (!) zapytany o spready i postępowanie UOKiK przeciwko bankom w tej sprawie, mówi na antenie radia, że nie da się przewidzieć, jakie będą kursy walut. Co to ma do rzeczy w ogóle? Spread to różnica między kursem kupna a sprzedaży wyrażona w procentach (%). Dowolność w jej ustalaniu oznacza, że banki mogą swobodnie kształtować ilość pieniędzy ściąganych od klientów. Np. taki BRE – zmiana od spreadu 3% do spreadu 6% (więc wzrost o 100%) w przypadku franka szwajcarskiego (CHF). A jutro równie dobrze może być i 60% spreadu, bo w umowach nigdzie nie jest zapisane, ile taki spread może wynosić. Więc teoretycznie może i 10000% – a jak jeden bank podniesie, to i reszta pójdzie za nim, zamiast powalczyć o klienta. W końcu mamy w Polsce oligopol bankowy.

Najgorsze, że zdają się tego nie rozumieć również posiadacze kredytów hipotecznych z tzw. “nowego portfela” i często upatrują w grupie “mstop&nabici” bandę pieniaczy. Halo, halo! Obudźcie się i zajrzyjcie do Waszych umów – może i macie stałą marżę + LIBOR jako oprocentowanie, ale pokażcie mi tam zapisy o wysokości spreadu. No? Banki mogą was doić tak samo jak nas :) Zupełnie zgodnie z prawem :) Widzieliście, co podpisywaliście :) Itp itd. ;) *

Dobra, wystarczy bo i tak jest za długie już. I niech Brebank Von Commerz, wielki miszcz zakonu bankowego i jego zatruci… tfu… niestrudzenie prowadzący merytoryczne rozmowy z klientami pracownicy – nie spędzają nam snu z powiek. Howgh!

J.

*) Tak, jestem złośliwy.

PS. a o co chodzi z tytułem i co to ma do całego wpisu? Jak chcecie, to kombinujcie, ja nie powiem :P

Felieton prezentuje stanowisko Autora i nie jest opinią redakcji ani klientów skupionych wokół serwisu mstop.pl