Można wygrać z bankiem

Można wygrać z bankiem, trzeba tylko chcieć. Doskonałym przykładem może być sprawa kredytów “Alicja” oferowanych kilka lat temu przez bank PKO BP.

“Alicja” jest kredytem mieszkaniowym PKO BP, udzielanym około 2000 roku, który spłaca około 15 tysięcy klientów. W lutym zeszłego roku Gazeta Wyborcza i gazeta.pl opisywały  przypadki klientów, którzy w latach 1997-98 pożyczyli w ramach “Alicji” 70-80 tys. zł, a dziś, po ponad 10 latach spłacania rat zostało im jeszcze… 90-100 tys. zł długu. Problemem jest  zasada działania “Alicji”: klient spłacał co miesiąc tylko część naliczonych przez bank odsetek, reszta była dopisywana do kapitału. Przez to raty były niskie i nawet osoby o małychdochodach miały zdolność kredytową. Podobne rozwiązanie zaproponował klientom na spotkaniu z mbankiem główny ekonomista BRE…

Część klientów uważa, że bank ich oszukał, bo mógł przewidzieć, że inflacja będzie spadała wolno, a wysokie odsetki dopisywane do kapitału lawinowo powiększą wartość kredytu. – PKO BP wprowadził na rynek kredyt, którego nie dało się spłacić. Powinien umorzyć część kredytu – mówi Violetta Kaczmarek, jedna z klientek. Bank jednak nie chce o tym słyszeć, proponuje co najwyżej zamianę “Alicji” na zwykły kredyt hipoteczny, z zachowaniem dotychczasowego stanu zadłużenia.

Z informacji “Gazety” wynika, że kilku klientów PKO BP nie odpuściło bankowi i skierowało sprawy do sądu. Jedna z tych osób zdołała wywalczyć prawomocny wyrok o umorzeniu większości zadłużenia. Chodzi o klienta z Wrocławia (nie zgodził się na publikację swoich danych), który w maju 1998 r. zaciągnął 75 tys. zł kredytu. Choć dziś spłacił 110 tys. zł, bank podliczył niedawno jego zobowiązania na kolejne 84 tys. zł.

Klient dowodził przed sądem, że nawet gdyby przez kolejnych osiem lat spłacał raty, to i tak nie będzie w stanie oddać wszystkich pieniędzy. Rozliczyłby się z bankiem dopiero w 2023 r., a wówczas ostateczny koszt kredytu przekraczałby czterokrotnie jego pierwotną wartość. A to byłaby już lichwa.
Według klienta bank stosował nieuczciwe metody naliczania odsetek od kredytu i przerzucił na niego finansowe skutki wad systemu. Zdaniem kredytobiorcy umowa okazała się niewykonalna. A według kodeksu cywilnego “kontrakt obiektywnie niewykonalny z powodu istniejących w chwili jego zawierania przeszkód faktycznych jest nieważny”. Bank bronił się, że klient podpisał umowę świadomie i miał do wyboru również kredyt bez opcji doliczania części odsetek do kapitału.
W pierwszej instancji sąd rejonowy oddalił zarzuty klienta PKO, uznając, że kredyt wcale nie jest niemożliwy do spłacenia, a wysokie zadłużenie wynika głównie z faktu, że kredytobiorca zdecydował się opłacać jak najniższe raty. Spłacając wyższe, niż minimalne, nie wpadłby w pętlę zadłużenia.
Sytuacja odwróciła się dopiero w drugiej instancji. Sąd apelacyjny uznał, że klient nie mógł sam ustalić, jak wysoką ratę powinien płacić, by jego dług spadał, a nie rósł. Sędzia powołał się na przepis kodeksu cywilnego, z którego wynika, iż jeśli z powodu “nadzwyczajnej zmiany stosunków” spełnienie jakiegoś świadczenia (w tym wypadku spłata kredytu) groziłoby jednej ze stron “nadmiernymi trudnościami lub rażącą stratą”, sąd może ustalić nowe warunki realizacji umowy.
Sąd wyliczył, że gdyby zamiast “Alicji” klient zaciągnął zwykły kredyt o wartości 75 tys. zł, musiałby w sumie spłacić 120 tys. zł. I orzekł, że jeśli do już spłaconych 110 tys. zł kredytobiorca dopłaci brakujące 10 tys. zł, umowa zostanie rozwiązana.
Dla PKO BP to niebezpieczny precedens. Tylko z tytułu tego jednego wyroku do kasy banku nie wpłynie 74 tys. zł. Mimo tego bank nie zamierza składać skargi kasacyjnej. – Uwzględniliśmy m.in. znaczną wysokość dokonanych już przez klienta spłat – komentuje Izabela Świderek-Kowalczyk, rzeczniczka PKO BP.

Źródło: http://gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1,29577,6473410,Alicja_dusicielka_przegrywa_w_sadzie.html

Cóż innego mogła powiedzieć pani rzecznik tak poważnej instytucji…

Jak widać – warto walczyć o swoje i nie poddawać się!

Zobacz też